Wersja polska English version

Strona główna
Aktualności
Represje na Białorusi
Akcje wsparcia
Media o Białorusi
Archiwum aktualności
Nasze akcje
KONCERT
Solidarni z Białorusią
Polityczne prześladowania na Białorusi
Akcja
"Daj głos Białorusinom"
2008
Badania opinii publicznej
Film dokumentalny o
wydarzeniach w Mińsku
Archiwum naszych akcji
Galerie zdjęć
Kreskówki
Reportaże, analizy, opinie
Przewodnik po Białorusi
Informacje prasowe
Do ściągnięcia
Białoruski internet
FORUM
Wesprzyj nas finansowo
O nas
Kontakt


Działaj z nami,
podaj swój mail!


WSPIERA NAS




Інфармацыйны праект



Białoruska Biblioteka Internetowa Kamunikat

Беларуская служба Польскага радыё для замежжа

Radio Svaboda

Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne

www.bialorus.pl

Chartyja'97

Viasna

Zgromadzenie Demokratycznych Organziacji Pozarządowych

Naša Niva

Pahonia

BDG on line

BDG on line

Беларускі Моладзевы Рух у Амэрыцы
:: Marzenia Franka. Wywiad z Frankiem Wiaczorką.
MK, www.tygodnikpodhalanski.pl, 2009-12-06
Mazyr nad Prypecią – dziennikarz Tygodnika Podhalańskiego, Jurek Jurecki, dotarł do Franka Wiaczorki. Na rozmowę z nim miał zaledwie 25 minut. Oto fragment tej rozmowy.

- - -

– Jak się tutaj znalazłeś?

– Od sześciu lat chodzę na wszystkie demonstracje. Mój tata jest jednym z liderów opozycji białoruskiej. Od ubiegłego roku jestem szefem młodzieżówki BNF. To jest jedyny powód, dla którego zostałem złapany i aresztowany. To też naprawdę jedyny powód, dla którego wyrzucili mnie z uniwersytetu. Zarządzili egzaminy na studiach w czasie, gdy trzymali mnie w więzieniu.

– Czy to można nazwać politycznym poborem?

– Nie jestem jedynym politycznym żołnierzem. Zabrali nas kilku. Nieważne, że stan zdrowia nie pozwala na służbę wojskową. Ja akurat należę do tych osób, które do wojska się nie kwalifikują ze względu na chorobę. Mam wysokie ciśnienie i to niebezpiecznie ponad normę.

– Jak wyglądało zatrzymanie?

– Zatrzymali mnie przed domem. Zostałem pobity. Potem okazało się, że przez nieznanych sprawców. Zawlekli mnie przed komisję wojskową, która w jakimś dziwnym trybie uznała, wbrew zaświadczeniom lekarskim, że mogę iść do wojska. I tyle.



– Jak wygląda służba wojskowa opozycjonisty na Białorusi?

– Jestem izolowany. Nikt nie chciał tu ze mną rozmawiać. Słyszeli, że jeśli będą ze mną rozmawiać, będą mieli problemy. Przez wiele miesięcy nie miałem żadnej łączności z rodziną, mamą, tatą. Czytają całą korespondencję, dostaję otwarte koperty. Oni chcą mnie złamać. Ludzie, którzy ze mną służą, są z małych miasteczek. Oni nie rozumieją, jaka jest prawda. Wielu młodych chce iść do wojska, milicji albo do sił specjalnych. To miejsca, gdzie zawsze dostaje się pensję, trudno się więc dziwić.

– Twój dzień w koszarach.

– Wstajemy o 6 rano. Potem mamy tzw przygotowanie fizyczne do dnia i idziemy na śniadanie. Składa się ono z kaszy, która nazywa się sieczka. Taką samą karmi się świnie w kołchozach. Dają nam do tego kawałek kiełbasy. To jest taka doktorska kiełbasa. Do tego czarna herbata. Żadnych owoców, jarzyn. Potem idziemy na pozycje. Tak naprawdę to zajmujemy się fizyczną pracą. Kosimy trawę, coś malujemy, kopiemy doły. Dostajemy miesięcznie 8 dolarów. Z tego mi jeszcze zabierają na inwentarz gospodarczy, tak że zostaje mi 5 dolarów. Na bułki albo czasem cukierki. Jestem tu od 6 miesięcy i tylko raz mieliśmy strzelanie z automatu.

– A warunki sanitarne?

– Straszne. Nie odpowiadają żadnym standardom. Raz w tygodniu możemy iść pod prysznic.

– A jakie są marzenia Franka Vieczorki?

– Żyjemy w swoim kraju jak w więzieniu, gdzie wydają nam państwowe porcje propagandy. Nie mamy żadnej perspektywy. Pobyt tutaj, w wojsku, to dla mnie bolesna strata czasu. Moje marzenia? Chcę zrobić swój kraj lepszym. Marzę o wolnej, demokratycznej, europejskiej Białorusi, gdzie każdy może pracować, zarabiać. Żeby móc pojechać ze swoją dziewczyną do Wiednia, do Paryża. Następnego dnia wypić z nią tam kawę.

Każda pocztówka – z widokiem czy z kotem będzie dla Franka wsparciem i uprzyjemni mu kolejny ciężki dzień. Korespondencja, która do niego dociera, to także dowód, że nie jest sam, że ktoś o nim pamięta. Wysyłajmy mu kartki pocztowe pod adres:





« powrót


© 2006 Wolna Białoruś | Designed by Phmn() | Powered by dRum Do góry